Pacyfiści
Uprzejma panika - „Pacyfiści”. Teatr Współczesny, Katarzyna Harłacz, Krytyczne spojrzenie , 14.05.2026r.
Sztuka Marka Modzelewskiego „Pacyfiści” prezentowana w Teatrze Współczesnym w Warszawie jest ostrą satyrą społeczną. Pod warstwą lekkiej, inteligentnej komedii i pozornie codziennych problemów odsłania współczesnych ludzi dużo bardziej zagubionych, niż chcieliby o sobie myśleć. Obnaża panikę dorosłych wobec świata, nad którym coraz trudniej zapanować.
Spektakl wyreżyserowany przez Jacka Braciaka opowiada o dwóch zaprzyjaźnionych parach z dziećmi, funkcjonujących w świecie współczesnej klasy średniej. Subtelna scenografia oraz naturalne kostiumy autorstwa Witka Stefaniaka wzmacniają wrażenie codzienności. Scena raz staje się eleganckim nowoczesnym salonem przyjaciół, innym razem wspólną przestrzenią przed strzelnicą, a jeszcze kiedy indziej poczekalnią, być może szpitala. W salonie przyjaciół uwagę przyciąga zawieszony centralnie obraz Wojciecha Fangora, który nie jest jedynie elementem dekoracji – twórczość artysty zostaje później przywołana jako ważny kontekst rozmów bohaterów.
Bohaterami sztuki są dwa małżeństwa: Aldona (Agnieszka Suchora) i Mariusz (Mariusz Jakus), rodzice Jasia, oraz Justyna (Monika Krzywkowska) i Julian (Wojciech Malajkat), rodzice Maxa. Punktem wyjścia akcji jest planowana impreza urodzinowa Maxa na strzelnicy. Rodzice Jasia, deklarujący się jako pacyfiści silnie przywiązani do swoich przekonań, nie zgadzają się, by ich syn wziął udział w takim wydarzeniu. Przychodzą więc do przyjaciół, by oznajmić, że Jaś nie pojawi się na urodzinach – decyzję podejmują zresztą bez pytania go o zdanie. Sytuacja komplikuje się jednak, gdy okazuje się, że pomysł wyjścia na strzelnicę wyszedł właśnie od Jasia, a nie od Maxa.
To, co początkowo wygląda na serię zabawnych napięć dnia codziennego, szybko odsłania głębszy mechanizm: lęk przed kompromitacją i potrzebę manifestowania własnej moralnej wyższości. Powstaje nowa odsłona klasowości, oparta bardziej na stylu życia i deklarowanych wartościach niż na statusie materialnym.
Dzieci uruchamiają bieg wydarzeń, jednak sztuka opowiada przede wszystkim o dorosłych projektujących własne lęki na innych – zarówno na dzieci, jak i na przyjaciół. Bohaterowie nie potrafią rozmawiać ze sobą szczerze, kluczą i unikają konfrontacji. Stopniowo ich relacje przeradzają się w coraz bardziej napięte starcia: wracają dawne urazy, pojawia się zazdrość, a misternie budowane role i strategie zaczynają się rozpadać.
Siła komedii Marka Modzelewskiego polega właśnie na tym, że każdy jest tu trochę śmieszny. Bohaterowie próbują uchodzić za dojrzałych, lecz pod górnolotnymi deklaracjami kryją się egoizm, frustracja i zwykłe zagubienie. Deklarują pacyfizm i przywiązanie do zasad, a chwilę później wpadają w manipulacje i psychologiczne gry, w których sami tracą orientację.
W pewnym momencie intensywność emocjonalnych konfrontacji i wyciągania sobie nawzajem brudów z przeszłości zaczyna przypominać wenezuelską telenowelę. Liczba poruszanych tematów, wszechobecne przekleństwa i piętrzące się tragedie chwilami ocierają się o melodramatyczny nadmiar. Przez takie nagromadzenie wątków napięcie nie wybrzmiewa już z taką samą siłą.
Mimo dramaturgicznych nierówności spektakl pozostaje bardzo celny w swojej diagnozie współczesności, a sama idea wydaje się imponująca i odważna. Sztuka nie zatrzymuje się jedynie na ukazywaniu hipokryzji – motywu dobrze znanego i często eksploatowanego. Próbuje raczej dotrzeć do jej źródeł: współczesnych lęków, emocjonalnego odcięcia od siebie oraz potrzeby budowania iluzji mądrości, mającej ukryć wewnętrzną pustkę i zagubienie.
„Pacyfiści” stają się opowieścią o dorosłych, którzy panicznie próbują utrzymać porządek świata, rozsypujący im się na oczach. Dawne modele autorytetu rozpadają się, zmieniają się role płciowe. Dzieci mówią o sobie innym językiem niż rodzice, a sami rodzice nie mają już stabilnych odpowiedzi – i nawet nie próbują odnaleźć ich w nowych realiach. W takich sytuacjach wszyscy improwizują, panikują i wpadają w chaos. Zamiast próbować spokojnie rozwiązywać konflikty, reagują jedynie na kolejne kryzysy.
I właśnie w tym spektakl wydaje się najmocniejszy – w obnażaniu społecznych masek oraz emocjonalnej niedojrzałości dorosłych. Humor działa tu jak mechanizm demaskujący: bohaterowie desperacko próbują utrzymać obraz ludzi dojrzałych i panujących nad sytuacją, ale pod spodem kryją się urażone ego, potrzeba kontroli i zwykła bezradność.
W porównaniu z wcześniejszym „Wstydem” Marka Modzelewskiego „Pacyfiści” nie są już sztuką tak klarowną dramaturgicznie. Tamta krytyka społeczna była jednak łatwiejsza do uchwycenia, co wiązało się z kontekstem – dawne systemy, zwłaszcza PRL, były bardziej zamknięte i jednorodne, przez co narzucały prostsze modele tożsamości, które łatwiej było uporządkować i opisać. „Pacyfiści” są sztuką bardziej poszarpaną, pełną intryg i nagłych zwrotów akcji. W pewnym sensie swoją formą przypominają świat współczesnej klasy średniej – przebodźcowanej, neurotycznej i emocjonalnie rozchwianej. Być może sama konstrukcja ma odzwierciedlać chaos bohaterów, choć nadmiar wątków i komplikacji w pewnym momencie utrudnia odbiór.
Jednak główna idea sztuki pozostaje wyrazista, a całość broni się znakomitymi rolami. Najbardziej zwraca na siebie uwagę Mariusz Jakus jako Mariusz – tworzy postać wielowymiarową, łączącą powagę i uczciwość z unikowością oraz nieporadnymi, ale bardzo zabawnymi próbami ratowania sytuacji. Monika Krzywkowska jako Justyna ciekawie pokazuje przemianę bohaterki – od wyciszonej i przytłumionej do coraz bardziej ostrej w wyrażaniu długo tłumionego żalu. Agnieszka Suchora jako Aldona tworzy postać najbardziej jednoznaczną – zawziętą i do końca skupioną na swojej racji. Z kolei Wojciech Malajkat jako Julian jawi się jako bohater najmniej przewidywalny – zagubiony, choć ukrywający to pod pozorem pewności siebie i butności.
„Pacyfiści” pokazują ludzi, którzy próbują być nowocześni, świadomi i emocjonalnie dojrzali, ale w sytuacji kryzysu bardzo szybko wracają do starych, znanych mechanizmów: kontroli, wyższości i wzajemnych pretensji. I właśnie z tej emocjonalnej niespójności spektakl wydobywa swój najbardziej gorzki, ale też najcelniejszy humor.
