Pacyfiści
Pacyfiści w teatrach Współczesnym i STU, Alina Ert-Eberdt, Segregator Aliny, 18.05.2026r.
Rzecz dzieje się we współczesnej Warszawie w gronie dwóch par małżeńskich. Pozornie niewinne odwołanie obecności na urodzinach nastoletniego syna jednej z nich, stopniowo przeradza się w coraz bardziej ostrą wymianę zdań, wynikającą z odmiennych postaw światopoglądowych.
Autor, Marek Modzelewski – lekarz radiolog, a po godzinach dramatopisarz, scenarzysta serialu Barwy szczęścia, filmowej trylogii Teściowie oraz autor tekstów dla Kabaretu im. Romana ma w dorobku już ponad dziesięć sztuk teatralnych. Znakomicie tworzy sylwetki bohaterów i pisze błyskotliwe dialogi. Jak twierdzi Jacek Braciak, wystarczy tylko niczego nie popsuć i udane przedstawienie gwarantowane.
(Dwa poprzednie dramaty Modzelewskiego Wstyd i Kto chce być Żydem, oba w reżyserii Wojciecha Malajkata, są nieprzerwanie od 2021 roku w repertuarze Współczesnego w Warszawie, a drugi z nich, w reżyserii Jacka Braciaka, nie schodzi z afisza Powszechnego w Łodzi od 2022).
Pacyfiści, podobnie jak inne sztuki tego autora, są satyrycznym spojrzeniem na naszą rzeczywistość. I jak to w satyrze, wyostrzają wady oraz śmiesznostki ludzkich charakterów i postaw w obliczu – uwaga! – nowych obyczajów i zjawisk społecznych, które rodzą się na naszych oczach. Na tematy, które stają się powodem sporu czworga bohaterów Pacyfistów rozmawia się dziś w polskich domach, miejscach pracy, komentuje je w mediach społecznościowych.
Nie chcąc spoilerować, nie da się wiele zdradzić z treści. Tym bardziej, że dramaturgia opiera się na dialogach. Na zachętę niech zatem wystarczy, że frazy padające w Pacyfistach są jak lustro, w którym można zobaczyć odbicia naszych znajomych czy członków rodziny, a może nawet i własne?
W dialogach nie brak wulgaryzmów. Niezależnie od tego, czy się jest tym zniesmaczonym, czy puszcza je mimo uszu (komu z nas nie zdarza się rzucić mięsem?) bluzgi są obecne w prawie każdej współczesnej sztuce. W Pacyfistach przynajmniej nie służą epatowaniu. W większości są do wybaczenia, bo autor użył ich w sytuacjach, które wyzwalają w bohaterach silne emocje.
Gra aktorów jest bardzo dobra! Nawiązując, do stwierdzenia Jacka Braciaka, które przytoczyłam na początku – nie tylko nie ma mowy o popsuciu, ale trzeba podkreślić jeszcze większy blask tekstu Modzelewskiego, dzięki interpretacji aktorów i niewątpliwie poprowadzeniu ich przez reżysera i aktora w jednej osobie.
Widziałam obsadę z Mariuszem Jakusem i Wojciechem Malajkatem. Gdybym trafiła na spektakl z Jackiem Braciakiem, grającym na zmianę z Malajkatem, nie mam cienia wątpliwości, że byłabym równie usatysfakcjonowana. Plus także za to, że wymieniający się aktorzy są równie lubiani i chętnie oglądani na scenie. To samo dotyczy obsadzonych w dublurze Mariusza Jakusa i Krzysztofa Pluskoty.
Wprawdzie nie widziałam ani Wstydu, ani Kto chce być Żydem, ale wróżę Pacyfistom co najmniej tak samo długą obecność w repertuarze warszawskiego Współczesnego, jak również i krakowskiego Teatru STU.
